I'm tired of feeling like I'm f-ck-n crazy
sobota, 12 stycznia 2019
Black Sabbath „N.I.B"
Brnę w to dalej, choć jestem totalnie oszołomiona i przestraszona. Muzyka jest ogłuszająca, a ludzie przerażający. Zbieranina największego ścierwa z całego Hollywood. Ich ciała otaczają mnie ze wszystkich stron. Zaledwie kilka minut po wejściu zgubiłam Stevena. Krzyknął, że coś mu się przypomniało i w podskokach przeleciał przez tłum. Zajebiście. Te wszystkie szalone imprezy jakie znam, są niczym w porównaniu z tym, co tutaj się działo. Ludzi jest chyba z kilkaset. Każdy totalnie najebany bądź naćpany. Wiją się w każdym pomieszczeniu, w rytm chorej muzyki.
- Hej, mała! - atakuje mnie z boku jakiś koleś. Ma na sobie czarny płaszcz, a na oczach ciemne okulary. - Wanna try some heroin?
Ledwie go słyszę, ale zajarzam, że chodzi o dragi. Kręce przecząco głową. Od śmierci mamy nie toleruję tego gówna w swoim organizmie. Ale za to lubię procenty. Och ile bym dała za choć butelkę największego gówna.
Steven to kutas. Fajnie mnie zostawił. Kieruję się powoli w stronę następnego pokoju. Może tam coś znajdę. Co chwilę czuję na sobie czyjś dotyk. Naparcie całym ciałem, przejazd dłoni po pośladkach czy tali. Nie ma szans, zaraz chyba komuś przypierdole.
Dochodzę w końcu do przejścia między pokojami, kiedy jakiś wysoki koleś wywala się na mnie. Dość mocno przywalam w ziemię, przy okazji wywalając komuś z rąk piwo.
- Slash, ty chuju! Zaraz ci zapierdolę - słyszę krzyk nad sobą. Gościu przygniata mnie całym sobą. -Hej, mała nic ci nie jest? - te słowa najwyraźniej są skierowane do mnie, bo jego ton jest o wiele łagodniejszy.
- Ja pierdolę, miażdżysz mnie, człowieku! - warczę wściekle, ignorując jego troskliwe pytanie.
- Och, sorry - bąka i pomóga mi wstać.
- No patrz kurwa, dzięki mnie znalazłeś sobie swoją blondi - zza ściany wyłonia się burza ciemnych włosów.
- Spierdalaj! - warczy blond włosy wielkolud miazdżacz i rzucia się na ciemnoskórego bruneta. Nie jest to jednak poważna bójka, bo już chwilę później oboje się śmieją. Żebym ja im zaraz nie zajebała. W tym momencie czułam się na prawdę fatalnie. Byłam wśród kompletnie mi obcych ludzi, w dodatku w przeciwieństwie do nich, ja była trzeźwa. Odepchnąwszy jednego i drugiego, wchodzę do jak się okazało kuchni. Dzięki Ci Panie Boże! Na blacie stoi kilka jeszcze pełnych butelek taniego wina. No lepsze to niż nic.
- Sorry jeszcze raz, mała - dochodzi mnie głos. Ignoruję go i pociągnęłam dużego łyka z butelki. Miłe ciepło rozlewa mi się w przełyku. - Tak w ogóle to jestem Duff - mówi nie zrażony, przysiadając się na blacie koło mnie. Spoglądam w jego stronę. Odgarnia ręką jasne włosy i posyła mi nieśmiały uśmiech. Mimowolnie go odwzajemniam. Nie ma sensu zgrywać zimnej suki. Szczególnie, że nikogo tu nie znasz. A kilka łyków wina, pozwala mi się uspokoić.
- W porządku - wyciągam dłoń w jego stronę. To mój taki wiejski zwyczaj. - Jestem Georgia.
Duff przytrzymuję moją rękę o sekundę dłużej niżby wypadało i przygląda mi się uważnie.
-W ogóle macie tu coś innego niż to gówno? - pytam potrząsając butelką.
- A co ci w kurwa w Nightrain nie pasuje, skarbie? - mówi kudłacz, podchodząc do mnie z drugiej strony.
- Smakuje jak jakieś tanie gówno? - spoglądam na niego.
- Bo to jest tanie gówno - mówi z uśmiechem. Ledwie widzę jego twarz, ukrytą za kołtunami włosów. Śmieję się.
- Nie pogardziłabym piwem. Serio.
Właściwie to w całym swoim życiu głownie co, to piłam piwo. Mój ojciec jest wielkim smakoszem piwa i w domu od zawsze w lodówce stało ich z dziesięć rodzajów. Ciemne, jasne, słodkie, gorzkie, filtrowane albo nie, smakowe i tradycyjne. Od kiedy miałam w końcu te swoje naście lat, to co weekend siadaliśmy i próbowaliśmy jego znaleziska z całego tygodnia. Strasznie lubiłam te nasze piwne rytuały, choć przez nie wyrosłam na młodą alkoholiczkę.
- Ewentualnie skusiłabym się na whiskey - dodaję. Raczej nie mogę tu liczyć na jakieś dobre piwo. Pewnie dadzą mi jakieś paskudne siki.
- O, to koleżanka pije dzisiaj ze mną. Zajebiście! - żywa burza loków obejmuj mnie w talii, ku nie zadowoleniu jego towarzyszki wieczoru i zaczyna prowadzić mnie w stronę schodów. Duff i dziewczyna zostają na dolę. Widzę jeszcze tylko jak laska kieruje swoje dłonie na krocze blondyna.
Idziemy przez tłum ludzi razem z... No właśnie. Nagle zdaję sobie sprawę, że nawet nie znam imienia człowieka, z którym idę.
- Mogłabym poznać twoje imię? - pytam kiedy wchodzimy do jakiegoś pokoju na piętrze. Pomieszczenie jest na prawdę niewielkie. Jest tu tylko mała szafka i łóżko, na którym jakiś koleś dobiera się do niesamowicie chudej brunetki
- Jestem Slash. Oł, hej! Nie przeszkadzajcie sobie, dzieci! - krzyczy mulat i przeskakuje przez pokój do szafki przy oknie. Wyciąga z niej jakąś butelkę po czym przenosi wzrok na mnie. Przejeżdża po moich butach kowbojkach, potem wzdłuż ukrytych w jeansach nogach, czarnym tiszercie i skórzanej kurtce, a kończąc na mojej uśmiechniętej twarz. - A chuj! - mówi i wyciąga jeszcze jedną flaszkę.
- Proszę cię bardzo - mówi i podaje mi alkohol.
- Jim Beam? - pytam, patrząc na etykietkę. - Jack Daniel's dla ubogich?
- Wybacz mała, ale mój band czasy świetlności ma dopiero przed sobą - odpowiada mi, biorąc sporego łyka ze swojej butelki. Śmieję się i robię to samo. Chcę zapytać się go o kapelę, bo może szukają wokalistki, ale moje słowa zagłuszają The Stooges.
- O Bożę, skurwysyńsko kocham tę piosenkę! - krzyczę zamiast tego.
- To może zatańczymy - mówi i przyciąga mnie do siebie.
- Ej, wypierdalaj John! Nie będziesz mi się tu kurwił w moim pokoju. Upierdolisz mi wszystko, kurwa! - krzyknął na nich mulat. Przez chwile wydawałby się, że owy John rzuci się na właściciela pokoju, jednak posłusznie wyszedł razem ze swoją kochanką, klnąc pod nosem.
- Ten pokurwieniec to Slash - odpowiedział za niego Duff i posadził mnie koło siebie na kanapie. - Pół człowiek, pół bestia - zaśmiali się obydwoje.
- Proszę cię bardzo, skarbie - ciemnowłosy podał mi szklankę z whiskey i rzucił się na łóżko, wtulając się w dziewczynę. Ta przyjęła go z błogim uśmiechem na twarzy. Ciekawe czy są parą? I choć jej strój bardziej wskazywał by na to, że laska jest zwykłą imprezowiczką lub dziwką, to widać było między nimi jakąś więź.
- Jim Beam? - zapytałam po chwili, spoglądając na butelkę w jego dłoni.
- Jack Daniel's dla ubogich. Lata świetlności i bogactwa Guns N' Roses ma jeszcze przed sobą - wytłumaczył mi Slash.
- Guns N' Roses? - zapytałam zaciekawiona i opróżniłam szklankę. Przez głowę przemknęła mi myśl, że może szukają wokalistki. Wprawdzie powinnam się najpierw skupić na znalezieniu jakiejś pracy i mieszkania, ale rozeznać się nie zaszkodzi.
- Nie obiło ci się o uszy? - odgarnął loki z twarzy i spojrzał na mnie.
- Raczej nie - odpowiedziałam po chwili namysłu. - Ale nie jestem stąd, więc może dlatego
czwartek, 1 stycznia 2015
Prolog
Ziemia Hollywood, całkiem nie taka ciemna i bandziorska ulica, maj 1987r.
Trzymałam rączki torby z całych sił, ale koleś był silniejszy. Od dłuższej chwili próbował wyszarpać mi mój bagaż, a choć krzyczałam jakby zdzierano ze mnie skórę, to nikt nie raczył mi pomóc. Co za miejsce. Scenę widziało co najmniej dziesięć osób, ale wszyscy udawali, że nie widzą.
- Zostaw ją kurwa! - doszedł mnie czyjś krzyk. Zwróciłam głowę w tamtą stronę i w tym momencie pozbyłam się torby. Złodziej, wykorzystując chwilę mojej nieuwagi, szarpnął mną ze zdwojoną siłą i wyrwał mi moją własność. Wylądowałam tyłkiem na asfalcie.
- No kurwa! - wrzasnęłam. Wszystkie moje ciuchy, dobytek mojego życia, pamiątki z domu i większość pieniędzy przepadła. Idiotka ze mnie, że wsadziłam je akurat tam. No zajebiście! I to ma być ta Ziemi Hollywood? Miasto Aniołów, gdzie ocean spotyka się z piaskiem?
- Hej, wszystko w porządku? - zapytał mnie ten sam głos, który tak mnie rozproszył. Najpierw pobiegł za bandziorem, próbując odzyskać moją własność, co najwyraźniej mu się nie udało, bo wrócił z pustymi rękami.
- Nic nie jest kurwa w porządku, idioto! - krzyknęłam rozdrażniona, patrząc w kierunku, w którym uciekł mężczyzna. Czułam się taka bezradna. Jakiś dupek właśnie odbiega z moimi rzeczami. I co ja mam teraz zrobić? Zadzwonić do domu nie mogę, bo uznają mnie za największą ofiarę, a jak mam tu funkcjonować bez żadnych ubrań i pieniędzy. Przynajmniej ulubioną skórzaną kurtkę i kowbojki miałam na sobie.
- Na prawdę mi przykro. To pech, kurwa - powiedział koleś stojący koło mnie. Dopiero teraz na niego spojrzałam. Miał dłuższe blond włosy, o ile ten futrzany makaron na głowie można było nazwać włosami i na prawdę sympatyczną twarz. Serio, nigdy nie widziałam u nikogo tak przyjaznego uśmiechu. Od razu zrobiło mi się głupio, że tak się na niego wydarłam.
- Sorki, za tego idiotę, ale rozpierdoliła mnie ta sytuacja kompletnie. Nie tak miał wyglądać mój wielki wjazd do Hollywood - uśmiechnęłam się słabo i wyciągnęłam rękę w jego stronę. - Jestem Georgia.
- Spoko, rozumiem - odparł i uścisnął moją dłoń. - Jestem Steven.
- Miło mi cię poznać, Steven. I dzięki wielkie. Może chcesz papieroska, hm? - zapytałam i wyciągnęłam z kieszeni paczkę czerwonych Lajkstrajków [Marlboro is too meanstream to me, ya know?].
- Nie ma sprawy - wyszczerzył się do mnie. - Papieroska zawsze. Hm, a masz ognia?
- Jasne - wyciągnęłam z tylnej kieszeni jeansów zapalniczkę i podałam mu. Zaśmiał się pod nosem. - Hm? - spojrzałam na niego.
- Jeśli chcesz seksu, uśmiechnij się zwracając tę zapalniczkę - przeczytał.
- To zapalniczka mojej kumpeli - również się zaśmiałam i odpaliłam swojego papierosa
- Czyli ciebie to nie dotyczy? - Pokręciłam przecząco głową. - Szkoda - z jego twarzy na chwilę zniknął uśmiech.
- Przykro mi - odparłam, wydmuchując dym z płuc. - Ale jak chcesz, mogę dać jej numer. Ucieszy ją zwrot jej ukochanej zapalarki. Tyle tylko, że mieszka na drugim końcu Stanów.
- Jeśli jest tak piękna jak ty, to kurwa jadę i pierdolę wszystko.
Wybuchnęłam śmiechem. To jedyna reakcja na jaką mogłam się zdobyć, po takim komplemencie. Jakoś dziwnie reagowałam, kiedy ludzie mówili mi coś miłego. Szczególnie kiedy chodzi o wygląd. Starałam się podchodzić zawsze do tego z dystansem. Nie czułam się piękna. Ani trochę. Szczególnie, kiedy patrzałam na zdjęcia mojej mamy. Prawdziwa piękność. Ludzie mówili, że jestem do niej podobna. Ja czułam się raczej jak jej nieudolna parodia.
- Może nie jest aż tak piękna, ale ma na pewno większy cycki - opowiedziałam. - W ogóle nie chcesz kupić mi piwa? Jestem nieletnia, a lepiej mi się będzie myśleć o tej całej akcji, jak się napiję.
- A ile właściwie masz lat? - nie odrywał ode mnie wzroku.
- Dziewiętnaście i prawie pół?
- Takiej małolacie będę alkohol kupował? Jak mnie policja złapie, to normalnie do pierdla pójdę. A już mam na pieńku z policją.
- A to ciekawe - zainteresowałam się. - Coś takiego narozrabiał?
- A różne rzeczy. - Moje zainteresowanie najwyraźniej mu schlebiało. - Bójki w barze, narkotyki, głośne imprezy. Tak w ogóle może chcesz wpaść ja imprezę dzisiaj, co? Z chłopakami urządzamy.
- Z chłopakami?
- No z kapeli. Nie wiem czy słyszałaś o Guns N' Roses?
- Raczej nie. Mieszkałam w takiej wiosce, że aż szkoda gadać. Zero cywilizacji. Tam nawet samochodów jeszcze nie ma. Wciąż się bryczkami jeździ.
- O, to ci zaraz wujek Stev pokaże ci jak wygląda miasto, dziecinko - aż klasnął w dłonie z podniecenia. Najwyraźniej potrzebował mieć kogoś pod sobą, kogoś przed kim mógł zabłysnąć.
- Okay, wujku Stev! - odparłam z nie mniejszym entuzjazmem. - Zabawmy się iście holiłódzkim stylu!
Oboje się zaśmialiśmy, po czym ruszyliśmy w kierunku domu wujka Stev'a. Nie miałam ochoty myśleć o tym, że zostałam z niczym. Ze znalazłam się w dość fatalnej sytuacja, biorąc pod uwagę fakt jak daleko od domu jestem. Chciałam dać sobie dzisiaj odpocząć. Ostro się najebać i wyluzować. Byłam znudzona podróżą do tego miasta. Potrzebowałam jakiejś odskoczni.
- Od jak dawna tutaj mieszkasz? - zapytałam, żeby zagaić rozmowę.
- Od urodzenia. Jestem dzieckiem tego miasta. Prawdziwy ziomkiem z L.A.
- O kurwa, z jakimi to ja się szychami zadaję. Tak w ogóle to jesteś w jakiejś wyżej postawionej lidze, że wszyscy cię może znają?
- No można tak powiedzieć - w jego głosie dało się wyczuć zawahanie. - A Ciebie co sprowadza do Hollywood?
- Sława? - uśmiechnęłam się szeroko.
- Śpiewasz czy grasz czy może aktorstwo lub modeling?
- Aktorką wprawdzie jestem dobrą, ale raczej planuję zabłysnąć jako piosenkarka. Chociaż ównie dobrze mogłabym gdzieś grać na gitarze. Mój tata grał w zespole, więc tego i owego mnie nauczył.
- To może jakiś mały popis wokalny specjalnie dla mnie? - spojrzał na mnie z tym swoim wyszczerzem.
- Może innym razem. W ogóle słyszysz tą dudniąca muzykę? - zmieniam temat. Po całej ulicy niosła się muzyka. W miarę jak szliśmy do przodu stawała się ona coraz głośniejsza.
- Witaj w Hellhouse, G...g
Zapomniał mojego imienia!
- Georgia, idioto! - zaśmiałam się. Czyli szykuje się na prawdę fajna zabawa.
Obrzydliwy mi ten prolog wyszedł. No cóż. Zdarza się.
Jeśli czytacie, to komentujcie. To na prawdę miłe.
I czepiajcie się mnie jak tylko wlezie.
Przyda mi się trochę krytyki.
I czepiajcie się mnie jak tylko wlezie.
Przyda mi się trochę krytyki.
Co do wygląd bloga to jest jaki jest, postaram się go jakoś ogarnąć,
żeby dało się patrzeć na tekst przynajmniej.
żeby dało się patrzeć na tekst przynajmniej.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
